*Z Perspektywy Danielle*
Kolejne dni upływały dość szybko,nikt nie domyślił się, że trzymam w domu księcia Asgardu.Nie mogłam się doczekać przyjazdu Seliny, aby jej pokazać owe zjawisko.Ciekawe, jaka była by jej reakcja zapewne by zemdlała znając jej kruchy charakter.Zawsze była delikatna zawsze jej broniłam, kiedy miała problemy.Chociaż . . . . . . . . Rzadko wpadała w kłopoty była idealną uczennicą i córką.Jej rodzina była bardzo życzliwa a szczególnie matka niestety żadne z nich raczej za mną nie przepadało.Jej rodzice z wielkimi bólami zgodzili się, aby zamieszkała ze mną zapewne zgodzili się tylko dla tego, że rozmawiali z Peper, która zamydliła im oczy moim osieroconym losem.Jednak z wiekiem i długością poznawania mnie zrozumieli, że jestem tzw. „zarobaczoną przybłędą” jak to ujął Dr.House.
Ten koleś był dziwny, ale interesujący on też uważał, że religia to psychoza zawsze mnie zastanawiał mój brak zainteresowania religią.Ale wracając do rodziców Wayne.Byli to ludzie jak inni,niewyróżniający się z tłumu.Selinie często brakowało pieniędzy na wszystko, podczas kiedy ja miałam ich za dużo(Przecież Tony Spał na kasie).Kiedy jej proponowałam prezent lub pożyczkę nie chciała jej lub kiedy koniecznie coś potrzebowała miała poczucie winy.Cóż się dziwić jej rodzina wiele nie zarabiała.Miała jeszcze trzech braci w nich też trzeba było zainwestować.Sela zawsze chciała zostać kimś, ale nawet nie miała kasy na studia, dlatego skończyła tylko szkołę plastyczną.
Dziś na całe Boże szczęście Tony sobie odpuścił i dał mi wolne, które należało mi się od roku.Wtuliłam się w poduszkę i nakryłam głowę kołdrą, aby nie przepuścić promieni słońca, które koniecznie chciały wcisnąć się do pokoju zza rolet.Poraz pierwszy od paru miesięcy czułam się tak spokojnie i przyjemnie.Nie martwiłam się o nic.Miałam wolne,w pokoju była ciemnica a Psotnik nie rozwalił mi domu „ahhh pięknie” mruknęłam i przewróciłam się na drugi bok.Poleżałam jeszcze z godzinę i po długich kłótniach ze swoim lenistwem przeturlałam się na ziemię i założyłam papcie w misie panda.Co do misi panda,były takie słodkie zawsze chciałam mieć jednego ^,^.Rozplątałam się z cieplutkiej kołderki i założyłam srebrzysty szlafrok.Wciąż zaspana zeszłam na dół trzymając się barierki w celu udania się do łazienki.Kiedy już miałam zamiar złapać za klamkę z pomieszczenia wyszedł mi tak znajomy zapach i blada skóra.Uniosłam swoją nieprzytomną głowę do góry i mlasnęłam kilka razy.Loki w mokrych włosach wyszczerzył zęby i spojrzał za mnie z takim rozbawieniem oczach i taką satysfakcją, że wybuchnął gromkim śmiechem.
-Widzę ktoś się tu nie wyspał albo musi iść jeszcze pospać-Palnął ze swoim charakterystycznym uśmieszkiem na ustach.
-Mam wolne odwal się a teraz łaskawie zejdź mi z drogi muszę się umyć-Chrapnęłam i odepchnęłam go na bok trzaskając drzwiami.Rozebrałam się i zasłoniłam zasłonę.Odkręciłam kurek i zaczęłam się rozkoszować kolejną przyjemnością tego dnia-gorącą wodą, która przyjemnie muskała moje ciało.Dziwne, że Loki od samego ranka był w takim dobrym nastroju zazwyczaj wyglądał jak nastroszony jeż, ale biorąc to na logikę-jeż jak się nastroszy to nie ma ulizanych włosów.Swoją drogą czy jeże mogą się nastroszyć? Nieważne . . . Musze jeszcze pospać.
*Z Perspektywy Lokiego*
Jedyne, co słyszałem to plusk wody, który odbywał się w łazience.Byłem pewny, że jest dziś wkurzona, więc nawet nie miałem zamiaru się z nią drażnić. Wziąłem ten, tzw „Express’ i postanowiłem zrobić kawę dla siebie i dla niej.Wiedziałem, że pije czarną tak jak ja,dziwne kobiety zazwyczaj piją łagodniejsze a ona jak na złość nie zachowuje się jak dziewczyna.Po piętnastu minutach zza drzwi wyłoniła się moja blada zguba.Była opatulona w zielony ręcznik i w kapciach w misie panda.Misie panda,nie mam słów.
-No, co?-Warknęła patrząc na moją klatę.
-Mógłbym cię spytać o to samo-zaśmiałem się i podszedłem ze świeżo zalaną kawą.Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i uśmiechnęła się.
-Dzięki-była zdziwiona moim zachowaniem sam się zdziwiłem, że to zrobiłem.Była praktycznie w samym ręczniku na włosach i na ciele.Zauważyłem, że z ukosa patrzy na moją klatę, ale za każdym razem, gdy ją przyłapywałem od razu przerzucała wzrok na podłogę.
-Mogę wiedzieć, czemu patrzysz na moją klatę?-Spytałem sarkastycznym tonem z uśmieszkiem na twarzy.
-Mogę wiedzieć, czemu patrzysz na moje cycki?-Spytała tak samo jak ja z idiotycznym sztucznym uśmiechem plus.
-Nie patrzę się, ale ty owszem.Nigdy nie byłaś z chłopakiem blisko? Zapewne nawet go nie miałaś.To niezbyt normalne, gdy ktoś tak psychopatycznie z ukosa przygląda się czyjeś klatce piersiowej.
-Nie,masz racje nigdy go nie miałam.Najwyraźniej jeszcze nie spotkałam tego właściwego.I swoją droga Selina już dawno stwierdziła, że mam nie po kolei w głowie-Syknęła z takim jadem w głosie, że kubek, który trzymała pękł w trzech miejscach.Najciekawsze było to, że dotykała go tylko kciukiem.Zainteresowało mnie to.
-A, kim będzie ten „właściwy”?-Byłem ciekaw, co mi powie patrząc na jej minę mimo wszystko rozdrażniłem ją jak dzika.
-Będzie kimś, kto będzie mnie akceptował taką, jaką jestem a nie będzie patrzył NA MOJE CYCKI LOKI!-Wrzasnęła patrząc na moją twarz.Jej twarz zaś przybrała koloru jaśniejszego trochę niż czerwień.Skoro takie sytuacje ją denerwują to, co jak ma kontakt z innymi ludźmi?
-Dobra spokojnie-zabrałem kubki a ten nad pęknięty wyrzuciłem.Delikatnie położyłem jej ręce na ramionach i szepnąłem do ucha-Miłość bezwarunkowa nie istnieje wiem coś o tym a ty masz jakieś urojenia.
-ZAMKNIJ SIĘ!-Ryknęła i cisnęła mnie na ścianę przyciskając ręką do szyi.Jej oddech przyśpieszył a źrenice rozszerzyły się.Zaśmiałem się a role się odwróciły.Złapałem ją za gardło i uniosłem do góry
–A widzisz? Ja mam rację zawsze-Ona zaczęła się szarpać i wierzgać na wszystkie strony.
-Pusz-czaj-mnie-Syczała.Nagle poczułem ja zapiekła mnie dłoń,zaczęła parzyć.Natychmiast ja cofnąłem.
-Auć!-Tym razem ja syknąłem złapałem się za rękę i zobaczyłem oparzenia przed nadgarstkiem.
-Boże-Zaczęła łapać łapczywie powietrze trzymając się za gardło.Kiedy zorientowała się, co zrobiła natychmiast się podniosła i uciekła na górę wciąż nie wierzyłem w to, co widziałem.
*Z Perspektywy Danielle*
To się znowu powtórzyło! obiecałam sobie,obiecałam że nie dopuszczę drugi raz do takiej sytuacji a tu co???? muszę kopic sobie melisse i w końcu się zrelaksować.Najlepiej zapomnieć o tej sprawie,tak,tak będzie najlepiej.Szybko się przebrałam i wyszałam przez okno,zeskakując na taras i wślizgując się na motor.Miałam bardzo interesujący dzień.Zrobiłam zakupy i spotkałam Rogersa, po czym poszliśmy na kawę.
„-Podobało ci się... No wiesz to pod..
-Tak wiem Steve,tak-uśmiechnęłam się.
Podeszliśmy do stoiska z lodami,on wziął orzechowe dwie kulki tak jak ja.Byłam mile zaskoczona, gdy odkryłam, że tak jak ja lubi ten smak.Potem poszliśmy na spacer.Zrobiło mi się trochę głupio jak wziął mnie pod ramię i ucałował w rękę, gdy odprowadzał mnie do auta i kupił mi różę,białą różę.Gdyby nie to, że byłam dziwnie nastawiona do ludzi,mogłabym nawet dać mu szansę w końcu to Kapitan Ameryka,może mieć każdą a wybrał mnie . . . Podrzuconego kundla, ale dlaczego?”
Opadłam na kanapę i odpaliłam telewizor.Przejechałam z 50 programów jak na złość nigdzie nic nie było,postanowiłam zrobić coś pożytecznego i rozpaliłam ogień w kominku dla czystej przyjemności.Kiedy się palił czułam się bezpiecznie jakoś tak było mi cieplej w środku.Zeszłam szybko do piwnicy i wyciągnęłam butelkę w winem.Wróciłam do salonu i od korkowałam.Korek zatoczył kółeczko i zniknął pod komodą.Trzymałam w ręku kieliszek „A co mi tam”i wypiłam z gwinta.
-Mogę też?-Znajomy głos zabrał mi butelkę i też chlusnął sobie z gwinta, po czym zasiadł obok mnie.
-Ty! Nieważne . . .-Sapnęłam,spojrzałam na niego i dodałam-rocznik 89, dostałam na 18.
Takich win nie pije się byle gdzie zazwyczaj tak jest na weselach.Najpierw dają dobre wino potem gorsze.Podobnie jest z zemstą nie śpieszyć się poczekać.Kiedy otworzy się jej od razu nie ma takiego samego smaku jak po otwarciu go po kilku latach.
-Wiem coś o tym-Uniósł brew i spojrzał przed siebie.
-Ty wiesz „Coś” o wszystkim,nie zauważyłeś?-Zaśmiałam się cicho i uśmiechnęłam się do niego blado.Od tylko odwdzięczył się parsknięciem i prawie, że udławienie się wiśniowym napitkiem.Jeszcze nigdy nie siedziałam tak wyluzowana popijając wino,Lokiemu nie przeszkadzało, że tak po prostu pijemy z jednej butelki ważne, że nikt nie wypominał nam, że butelki leżą w salonie niczym Peper Tony’emu i Selina Mi,wredne babska, ale i tak je kocham-na swój sposób oczywiście.Ja i uczucia ha! Dobre.
niedziela, 26 kwietnia 2015
#4 "On kocha władzę,ja kocham puzzle"
*Z perspektywy Lokiego*
Leżałem na czymś, co przypominało złożone na wpół łoże. Zastanawiałem się gdzie, jestem i co tu robię. Na przeciwko mnie przed kominkiem leżała dziewczyna, była odwrócona do mnie plecami. Jej włosy kolorem przypominające moje były rozrzucone po całym dywanie w Okół niej. Trzęsła się i drgała, chyba miała dość nie przyjemną noc. Dotknąłem swojego ramienia. Zrozumiałem, że jestem nagi od pasa w górę. Rana którą wczoraj zrobiłem sobie przybywając do Midgardu była dokładnie opatrzona i czyszczona, zadrapania były zaklejone małymi plastrami. Byłem okryty kocem, a ona sama była w koszuli nocnej, która sięgała jej do kolan rozszarpana tylko nie wiedziałem z jakiego powodu. Próbowałem się podnieść lecz bez skutku. Kiedy próbowałem, ból przeszywał mnie od góry do dołu, byłem za słaby by się uleczyć. Próbowałem jeszcze zasnąć, chociaż przysnąć,bezskutecznie. Wpatrywałem się tak w sufit po czym rozejrzałem ciekawie po pokoju. W myślach, myślałem też o odnalezieniu mojego lustra przed Thorem, który zapewne odkrył moją nie obecność na Asgardzie. Na ścianie wisiały rysunki różnych postaci, krajobrazów, rzeczy. Obok stała gitara i fortepian. Na fortepianie leżał sztylet z czymś wygrawerowanym, z tego punktu oparcia nie widziałem co jest na nim napisane. Nagle z ust leżącej na dywanie dziewczyny wydał się ostrzy krzyk. Jej szybki i głośny oddech rozchodził się echem po pokoju. Z czoła spływał pot a twarz była bledsza niż wczoraj. Odchyliła głową do tyłu i przeczesała ręką włosy. - O obudziłeś się. Dobrze wiedzieć, że nie mam w domu trupa - Odetchnęła
Leżałem na czymś, co przypominało złożone na wpół łoże. Zastanawiałem się gdzie, jestem i co tu robię. Na przeciwko mnie przed kominkiem leżała dziewczyna, była odwrócona do mnie plecami. Jej włosy kolorem przypominające moje były rozrzucone po całym dywanie w Okół niej. Trzęsła się i drgała, chyba miała dość nie przyjemną noc. Dotknąłem swojego ramienia. Zrozumiałem, że jestem nagi od pasa w górę. Rana którą wczoraj zrobiłem sobie przybywając do Midgardu była dokładnie opatrzona i czyszczona, zadrapania były zaklejone małymi plastrami. Byłem okryty kocem, a ona sama była w koszuli nocnej, która sięgała jej do kolan rozszarpana tylko nie wiedziałem z jakiego powodu. Próbowałem się podnieść lecz bez skutku. Kiedy próbowałem, ból przeszywał mnie od góry do dołu, byłem za słaby by się uleczyć. Próbowałem jeszcze zasnąć, chociaż przysnąć,bezskutecznie. Wpatrywałem się tak w sufit po czym rozejrzałem ciekawie po pokoju. W myślach, myślałem też o odnalezieniu mojego lustra przed Thorem, który zapewne odkrył moją nie obecność na Asgardzie. Na ścianie wisiały rysunki różnych postaci, krajobrazów, rzeczy. Obok stała gitara i fortepian. Na fortepianie leżał sztylet z czymś wygrawerowanym, z tego punktu oparcia nie widziałem co jest na nim napisane. Nagle z ust leżącej na dywanie dziewczyny wydał się ostrzy krzyk. Jej szybki i głośny oddech rozchodził się echem po pokoju. Z czoła spływał pot a twarz była bledsza niż wczoraj. Odchyliła głową do tyłu i przeczesała ręką włosy. - O obudziłeś się. Dobrze wiedzieć, że nie mam w domu trupa - Odetchnęła
- Jak się czujesz? - A jak miał bym się czuć jak pół trup-Jęknąłem i przewróciłem oczami.
- Jeśli myślisz że tylko ty umiesz tak przewracać oczami to się mylisz - Syknęła i wstała. Podeszła do mnie, dotknęła palcami szyjii i przystawiła drugą dłoń do czoła. - Jest w miarę dobrze nie masz gorączki.
-Udajesz doktora czy chcesz się popisać? - Powiedziałem z uśmieszkiem na twarzy.
- O bądź cicho! Gdyby nie ja, byłbyś już martwy. Kim Ty w ogóle jesteś?- Odkleiła plaster i odwiązała opatrunek by go zmienić. Przetarła czymś nasączonym co śmierdziało i spojrzała na mnie pytającymi oczyma, podobnymi do moich. Zadała mi to pytanie z dziwnym tonem głosu i jednocześnie z bulwersują w głosie. Nie znała mnie i tak bez skrupułów rzuciła pytanie.
- Jestem Loki i pochodzę z krainy zwanej Asgard - Ująłem z dumą w głosie.
- Nieźle, uderzyłeś się w głowę podczas tego upadku? Teraz tak na serio kim jesteś? - Jej rozbawienie w głosie świadczyło o tym, że ma mnie za szalonego.
- Mówię, że jestem Loki książę Asgardu. - Stwierdziłem ponownie tym razem z pod denerwowaniem. Zmarszczyłem brwi i zamrugałem oczyma.
- Świetnie, mam w domu wariata - Uśmiechnęła się i zawinęła ponownie mój lewy bok.
- No tak wy Midgardczycy jesteście tacy płytcy, podaj mi rękę - Byłem ciekawy jej reakcji, była trochę zaskoczona tej prośby. Popatrzyła na mnie z przymrużeniem oczu i podała mi nieśmiało rękę. Naprężyłem mięśnie i ostatkiem siły uleczyłem jej ranę, rozświetliła się zielonym światłem i zaniknęła zupełnie. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i natychmiast cofnęła się pod ścianę. - Spokojnie nic się nie dzieje, uleczyłem twoją ranę.
- To niemożliwe! - Wyjąkała cicho.
- Możliwe takie zwyczajne w pozostałych królestwach to codzienność tutaj ludzie dziwią się słysząc słowo „Magia”
- Po co tu przybyłeś? - Podeszła bliżej i przysiadła się obok. - Rozpocznij swą opowieść - Obdarowała mnie wymuszonym uśmiechem.
*Z Perspektywy Danielle *
Patrzałam na niego jak na dziwadło. Loki, Asgard, Magia, to wszystko takie nieprawdopodobne i niemożliwe! Nie wierzyłam w żadne jego słowo. Nie orientowałam się zbytnio w mitologii Nordyckiej. Kiedyś cpś tam słyszałam gdy Selina czytała po obiedzie w niedziele, ostatni raz spojrzałam na jego twarz i rzuciłam pytające spojrzenie.
Patrzałam na niego jak na dziwadło. Loki, Asgard, Magia, to wszystko takie nieprawdopodobne i niemożliwe! Nie wierzyłam w żadne jego słowo. Nie orientowałam się zbytnio w mitologii Nordyckiej. Kiedyś cpś tam słyszałam gdy Selina czytała po obiedzie w niedziele, ostatni raz spojrzałam na jego twarz i rzuciłam pytające spojrzenie.
- A wiec co tu wiele mówić - Zaczął - Jestem książę Loki jak już mówiłem, przybywam z wiecznego królestwa Asgard. Moim celem przybycia na ziemie jest odnalezienie Midgardzkiego lustra. Jest to osoba przeciwnej płci, o podobnym wyglądzie i charakterze. Równie dobrze mógłbym uważać cię za tą osobę jednak twoja niewiara w to co mówię, skłania mnie do tego, że raczej nie jesteś tą której szukam.
- I na razie jej nie poszukasz bo jesteś zdany na mnie. Jesteś dość poważnie ranny i trzeba się tobą zająć. - Warknęłam.
- Równie dobrze możesz wyrzucić mnie na zewnątrz Panno . . .
- Danielle, jestem Danielle Collins. Przyjaciele mówią mi Danny. Właściwie mam tylko Selinę.
- Kogo? - Zapytał z zaciekawieniem w głosie, zamrugał powiekami i przechylił głowę w prawą stronę.
- Moja jedyna przyjaciółka, pilnuje mnie, żebym nie tłukła ludzi na prawo i lewo . . . Jest dla mnie jedyną rodziną. Nigdy nie znałam i zapewne nie poznam swoich biologicznych rodziców. Przykre ale cóż, trzeba żyć dalej - Mówiąc to w moim oku zakręciła się mała gorzka łezka. Szybo ją otarłam i podeszłam do okna. Padał deszcz, dudnił w chodnik i rurę deszczową. Nawet kiedy sama wspominałam o biologicznej rodzinie robiłam się w ściekła lecz jednocześnie chciało mi się płakać. Kiedy odwróciłam się, Loki był już pozycji siedzącej.
-Co robisz powinieneś leżeć! - Głośno powiedziałam, położyłam go z powrotem na pozycję leżącą.
- Spokojnie jestem bogiem poradzę sobie - Zaśmiał się i prychną dumnie.
-Taki z ciebie bóg, jak ze mnie człowiek ludu, żaden!
- Możesz się śmiać ale i tak jestem lepszy.
- Twoje cięte żarty mnie nie wkurzają - Zaśpiewałam unosząc brwi i uśmiechając się. - Ah - puknął się dramatycznie w czoło.
- Nie sądziłem, że taka istotka zniży się do takich żartów.
- Stark często mnie odwiedzał z Peper powinnam mieć tu jeszcze jakieś ciuchy dla ciebie,skoroś taki chojrak to proszę wstać i samemu sobie Wać pan wody nalać jeśliś pan spragniony-Rzekłam z uśmieszkiem na twarzy i sarkazmem w głosie,zmieniając temat.Pobiegłam na górę do pokoju gościnnego i wygrzebałam coś z szafy.Zielona bluza Toney’ego z jakimś napisem i czarne Jensy niestety nic lepszego nie miałam powinien być zadowolony jak zauważyłam to jedne z jego ulubionych kolorów,jego paleta barw była bardzo ale to bardzo uboga, rany. Szybko zbiegłam po schodkach i ku mojemu zdziwieni Loki siedział przy blacie kuchennym i popijał rzeczona wodę w rzeczonej szklance.
- Ty . . . dobra nie ważne - Westchnęłam i uniosłam brwi. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam masło, pomidor, ogórka, kawałek suchej kiełbasy i chleb. Sądziłam, że koleś z kosmosu się tym zadowoli a ja zjem swoje płatki z mlekiem.- Smacznego walnęłam i podałam mu sztućce. Jedliśmy w milczeniu, kiedy spojrzałam na zegarek wrzasnęłam na cały głos:
-O W DUPE! JESTEM JUŻ SPÓŹNIONA! - Szybko zerwałam się i ubrałam buty uczesałam się w biegu i założyłam coś w miarę ogarniętego. Byłam pewna, że Tony się wścieknie jak mu o tym opowiem. Postanowiłam, że zostawię to na razie dla siebie. Z szczoteczką do zębów w buzi ubierałam drugiego buta i założyłam szybko płaszcz.
- Gdzie się śpieszysz? - Powiedział patrząc na mnie krzywo.
- Do pracy, wybacz wasz mości ale jak ty to mówisz „Midgardzie” ludzie harują, żeby mieć owy kawałek chleba - Myślałam, że za takie idiotyczne pytania jeszcze go dobije. Jednak jeżeli miał rację i pochodził z tego „Asgardu” to można było mu to wybaczyć, chociaż sama w to nie wierzyłam do końca. Trzasnęłam drzwiami i wybiegłam jak oparzona.
*Z perspektywy Tony’ego*
Spóźniała się już ponad kwadrans! Byłem ciekaw co ją tak zatrzymało, może korki uliczne? Ruch w centrum był dziś rzeczywiście duży ale nie aż tak, żeby się spóźnić w ogóle ostatnio od tej kolacji z Rogersem dziwnie się zachowywała. Zastanawiałem się czy coś się między nimi wtedy zdarzyło, Kapitan chodził w niebo wzięty na spotkaniach Avengers’ów. Będę musiał chyba z nią porozmawiać o tym wieczorze.
Spóźniała się już ponad kwadrans! Byłem ciekaw co ją tak zatrzymało, może korki uliczne? Ruch w centrum był dziś rzeczywiście duży ale nie aż tak, żeby się spóźnić w ogóle ostatnio od tej kolacji z Rogersem dziwnie się zachowywała. Zastanawiałem się czy coś się między nimi wtedy zdarzyło, Kapitan chodził w niebo wzięty na spotkaniach Avengers’ów. Będę musiał chyba z nią porozmawiać o tym wieczorze.
- Dzień dobry panie Stark - Usłyszałem za sobą milutki głos Bianki.
- Cześć to coś ważnego bo jestem bardzo zajęty. A ty nie powinnaś pomóc Peper?
- Wiesz . . . owszem a co do tej sprawy to wiesz chciałam zobaczyć . . .
- Rozumiem a teraz wybacz - Tu zrobiłem przerwę. - Muszę naprawić wyrzutnie rakiet w zbroi.
- Aha dobrze cześć. - I posłała mi buziaczka. Nigdy za bardzo nie wiem czemu nie lubiłem towarzystwa Bianki, nie miałem z czym z nią porozmawiać, było po prostu dziwna... Za to Danny interesowała się tym i chętnie pomagała mi przy ulepszeniach. Potrafiła przesiedzieć w warsztacie cały dzień bez jedzenia i jeszcze nie być zmęczona, interesowała się tym. Właśnie to podobało mi się w niej. To się nazywa córka, chociaż nie była do końca moją córką. Nagle jak piorun w padł wilk o którym była mowa. - Przepraszam za spóźnienie - korki uliczne były. -Rozumiem usiądź i odpocznij sobie,zjedz jagódkę i zabieramy się do roboty.
#3 "Chiałabym wiedzieć,ile nudy tracę
Byłam pewna, że tak szybko im nie zejdzie zdziwiła mnie tylko tak nagła potrzeba Sel na powrót do domu. Cóż, może ona kochała swoich rodzicieli no ja niestety nie miałam okazji poznać swoich. Pan i Pani Wayne byli bardzo przyjemnymi ludźmi więc nie miałam się co martwić o ich córunię. Zbliżała się godzina 23:30, najwyższa pora była się zbierać.
- Cóż mamy już prawie dwunastą, będę musiała się zbierać - Powiedziałam uśmiechając się sztucznie w stronę gości oraz gospodarzy.
- Miło nam, że wpadłaś kochanie - Peper przytuliła mnie i ucałowała policzki.
- Musimy robić takie kolacje częściej - Zaproponował Tata.
- Muszę się zgodzić - Steve położył mi rękę na ramieniu i szepnął-Może cię odprowadzić do samochodu?
- Z chęcią - Uśmiechałam się cały czas podczas tej "szopki". Zrobiłam to dla Peper.
- Cześć skarbie - Rudowłosa kobieta pomachała mi ręką z pomalowanymi paznokciami na krwistoczerwony.
- Cześć - Rzuciłam i zamknęłam za sobą drzwi. Zjechaliśmy windą i ruszyliśmy w stronę parkingu. Otworzyłam samochód, już miałam wsiąść kiedy Rogers złapał mnie za ramię i powiedział:
-Ciekawy . . . . wieczór nie?
- Tak owszem - Znów obdarowałam go uśmiechem. - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. . . . jakoś tu tak ciemno i strasznie – Skłamałam czekając na jego reakcję. Czekałam...
- Tak, bardzo - też się zaśmiał i zbliżył do mnie.
Od niego biło jakieś dziwne ciepło, które mnie uderzało. To było zaskakująco dziwne.Wiedziałam, że Steve podobał się Selinie więc nie chciałam robić niczego, czego bym potem żałowała. Zawsze trzymałam się z daleka od tej całej miłości i wszystkiego co się z nią tyczyło. Nie powiem, mogłabym spróbować ale te konsekwencje mnie odstraszały, ciągną się za nami ciągle, ciągle i ciągle. Kapitan oparł jedną rękę o mur a drugą złapał mnie za rękę.
- Lubię cię wiesz? - Uśmiechnął się i zbliżył się jeszcze bardziej. Stykaliśmy się praktycznie nosami, ogarnęło mnie dziwne przyjemne ciepło. Nie powinnam się bać, w końcu to Kapitan Ameryka. Znałam go około 4 lata, więc tym bardziej.
- Wiem ja . .chyba ciebie też - Szepnęłam nieśmiało. To był najlepszy a zarazem najgorszy dzień w moim życiu. Byłam gotowa teraz, aby go pocałować a jednocześnie z powodu własnych zasad wziąć nóż i obciąć sobie tą rzeczoną rękę.
- Cieszę się - Uśmiechnął się i musnął moje usta. Moja jedna ręka znalazła się na jego szyi a druga na potężnej klatce piersiowej. Jego ręce zaś z muru powędrowały na moją talię. Czułam się idiotycznie a jednocześnie kretyńsko. Nie sięgałam mu nawet do ust. Ale z drugiej strony chciałam go całować chciałam, żeby był blisko, teraz utwierdziłam się w przekonaniu że moje początkowe lekkie zauroczenie zmieniło się w zauroczenie „bardziej zaawansowane”.To był mój pierwszy pocałunek w życiu i to jeszcze z takim mężczyzną. Kiedy oderwaliśmy się od siebie szepnęłam że muszę jechać. Delikatnie ucałował moją dłoń i pomógł wsiąść do samochodu. Miałam wrażenie, że zacznę wrzeszczeć z niewiadomego powodu i bić się z głupoty po twarzy. Tamtego wieczoru poprzysięgłam sobie, że już nigdy nie dam się tak omotać.
Zaparkowałam swoim czarnym samochodem przed domem. Światła praktycznie nigdzie się nie świeciły z powodu wyjazdu Sel do Londynu. Było tak bardzo ciemno, że nie mogłam trafić kluczem do zamka od drzwi, po długich próbach udało mi się je w końcu otworzyć. Po omacku szukałam światła ale zamiast na światło trafiłam na schody. „CHOLERA” wrzasnęłam na cały dom, ból w nodze przeszył mnie od góry do dołu. Kiedy wstałam, jakimś cudem natrafiłam na kretyński przełącznik. Rozebrałam się, wypiłam herbatę i poszłam pod prysznic. Podobno tam się najlepiej myśli i rzeczywiście,najlepiej się rozmyślało . Przeanalizowałam cały wieczór i tylko utwierdziłam się w tym że całując Rogersa zrobiłam głupotę bo nawet go nie kocham a on kocha mnie(być może).Była 00:00. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam powieki, liczyłam na spokojną noc.
Była godzina 3:00. Drzwi balkonowe mojego pokoju były otwarte, z nich właśnie doszedł do moich uszu głośny trzask łamanych gałęzi, tak jak by wielkie zwierze spadło z nieba. Natychmiast się podniosłam. Nawet nie zdążyłam założyć szlafroku i kapci kiedy znalazłam się na balkonie. Świeżo połamane drzewo jeszcze uginało się w środek. Zamknęłam je i szybko poleciałam na dół, zabrałam latarkę i sztylet, sztylet na którym wygrawerowane było „Wielka siła to wielka odpowiedzialność”.Weszłam cicho w głąb lasu świecąc latarką na prawo i lewo.Drżącą ręką trzymałam sztylet,czułam, że to nic dobrego nie święci. Szłam dalej i zatrzymałam się momentalnie słysząc trzask gałęzi i ciche jęki. Podeszłam bliżej i zaświeciłam latarką.
- "Agrhhh" gdzie mi świecisz po oczach nędzny . . - Cofnęłam się natychmiast i upadłam, latarka wypadła mi z ręki a mężczyzna bo chyba był mężczyzną, spojrzał na mnie szmaragdowymi oczyma. Natychmiast podniosłam się i chwyciłam latarkę, zaświeciłam po niżej oczu. Moim oczom ukazał się facet o przydługich czarnych włosach i szmaragdowych oczach. Moje oczy były tak niespokojne jak woda podczas sztormu. Z jego boku sączyła się krew a twarz była cała obdrapana. Wygiął się jak łuk z bólu oddychając szybko.
- Przepraszam pana, co . . .mniejsza gdzie pana boli - Spytałam na początku drżącym a potem zirytowanym tonem.
-Aghh bok - Warknął w bólu.
- Możesz wstać?-Szepnęłam niepewnie.
- Jestem ranny! Nie auu - Zawył.
Natychmiast schowałam sztylet. Oderwałam od swej koszuli nocnej duży kawałek tak że sięgała mi po wyżej kolan jak sukienka.Obwiązałam delikatnie bok aby zatamować krwawienie. Założyłam rękę rannego na szyję i pomogłam mu wstać. Doczłapaliśmy się do domu. Ułożyłam go na kanapie i zapaliłam świeczki żeby znów nie narzekał, że go oślepiam. Poszłam po bandaże, niech zgadnę,Selina znów robiła porządki, po jej porządkach nic nigdy nie można znaleźć! W końcu znalazłam go w szafce pod herbatą. Kiedy wróciłam nieznajomy zemdlał. Kanapa była cała we krwi a po jego ręce ściekała stróżka szkarłatnej cieczy,zabrudzając tak czyściutką wypastowaną podłogę, niech zgadnę Sel będzie wściekła. Rozebrałam czarnowłosego do połowy a jego ubrania zamoczyłam w wodze. Moim oczom ukazała się klatka piersiowa godna Kapitana Ameryki no może trochę mniejsza ale i tak podziw. Rana na całe jego szczęście nie była aż w tak złym stanie jak sądziłam, oczyściłam ją szybko i założyłam opatrunek. Jego ręka bezwładnie zwisała z kanapy, położyłam mu ją na brzuchu. Przystawiłam sobie stołek i przyjrzałam mu się dokładniej i między czasie rozpaliłam ogień w kominku. Światło ognia rzuciło poświatę na nasze twarze on był tak podobny . . . . do mnie?! Odskoczyłam na bok. Jego włosy były identycznego koloru jak moje, oczy także, nawet rysy twarzy były podobne w niewielkim stopniu. Tak jak ja odcień jego skóry przypominał ciemną ścianę. Wpatrywałam się tak w niego jakieś 10 minut i jeszcze nie mogłam się napatrzeć. Ta jego klata . . Uderzyłam się w twarz i okryłam go kocem. Ułożyłam się wygodnie na dywanie z owczego futra i tym razem zasnęłam na resztę nocy. Ogień kominka trzaskał radośnie rzucając światło na moją twarz i miło grzał moje gołe stopy i plecy.
„-Obiecaj, że nic jej nie zrobisz! - krzyknęła kobieta o czarnych włosach.
- Doskonale wiesz że Odyn oczekuje aby wasze córki kiedyś zajęły tron. Wysoki mężczyzna przejechał po główce czarnowłosego niemowlęcia, zjechał do jego ramią i drasnął boleśnie. Dziecko zaczęło głośno płakać a z jego malutkiego ramionka popłynęła stróżka krwi.
- Czyli to ona jest potężniejsza? - Kobieta trzymająca blondwłosą dziewczynkę podeszła bliżej.
- Jej los będzie jak jego ciężki i długi na Midgardzie.
- Taka jej przyszłość. Przykro mi a teraz idźcie! I znajdźcie im dogodne warunki wychowania!
Kobiety łagodnie ułożyły dziewczynki w koszyku i dały porwać go prądowi rzeki.
- Kocham cię Saga! - Czarnowłosa kobieta zapłakała i puściła kosz”
- Cóż mamy już prawie dwunastą, będę musiała się zbierać - Powiedziałam uśmiechając się sztucznie w stronę gości oraz gospodarzy.
- Miło nam, że wpadłaś kochanie - Peper przytuliła mnie i ucałowała policzki.
- Musimy robić takie kolacje częściej - Zaproponował Tata.
- Muszę się zgodzić - Steve położył mi rękę na ramieniu i szepnął-Może cię odprowadzić do samochodu?
- Z chęcią - Uśmiechałam się cały czas podczas tej "szopki". Zrobiłam to dla Peper.
- Cześć skarbie - Rudowłosa kobieta pomachała mi ręką z pomalowanymi paznokciami na krwistoczerwony.
- Cześć - Rzuciłam i zamknęłam za sobą drzwi. Zjechaliśmy windą i ruszyliśmy w stronę parkingu. Otworzyłam samochód, już miałam wsiąść kiedy Rogers złapał mnie za ramię i powiedział:
-Ciekawy . . . . wieczór nie?
- Tak owszem - Znów obdarowałam go uśmiechem. - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. . . . jakoś tu tak ciemno i strasznie – Skłamałam czekając na jego reakcję. Czekałam...
- Tak, bardzo - też się zaśmiał i zbliżył do mnie.
Od niego biło jakieś dziwne ciepło, które mnie uderzało. To było zaskakująco dziwne.Wiedziałam, że Steve podobał się Selinie więc nie chciałam robić niczego, czego bym potem żałowała. Zawsze trzymałam się z daleka od tej całej miłości i wszystkiego co się z nią tyczyło. Nie powiem, mogłabym spróbować ale te konsekwencje mnie odstraszały, ciągną się za nami ciągle, ciągle i ciągle. Kapitan oparł jedną rękę o mur a drugą złapał mnie za rękę.
- Lubię cię wiesz? - Uśmiechnął się i zbliżył się jeszcze bardziej. Stykaliśmy się praktycznie nosami, ogarnęło mnie dziwne przyjemne ciepło. Nie powinnam się bać, w końcu to Kapitan Ameryka. Znałam go około 4 lata, więc tym bardziej.
- Wiem ja . .chyba ciebie też - Szepnęłam nieśmiało. To był najlepszy a zarazem najgorszy dzień w moim życiu. Byłam gotowa teraz, aby go pocałować a jednocześnie z powodu własnych zasad wziąć nóż i obciąć sobie tą rzeczoną rękę.
- Cieszę się - Uśmiechnął się i musnął moje usta. Moja jedna ręka znalazła się na jego szyi a druga na potężnej klatce piersiowej. Jego ręce zaś z muru powędrowały na moją talię. Czułam się idiotycznie a jednocześnie kretyńsko. Nie sięgałam mu nawet do ust. Ale z drugiej strony chciałam go całować chciałam, żeby był blisko, teraz utwierdziłam się w przekonaniu że moje początkowe lekkie zauroczenie zmieniło się w zauroczenie „bardziej zaawansowane”.To był mój pierwszy pocałunek w życiu i to jeszcze z takim mężczyzną. Kiedy oderwaliśmy się od siebie szepnęłam że muszę jechać. Delikatnie ucałował moją dłoń i pomógł wsiąść do samochodu. Miałam wrażenie, że zacznę wrzeszczeć z niewiadomego powodu i bić się z głupoty po twarzy. Tamtego wieczoru poprzysięgłam sobie, że już nigdy nie dam się tak omotać.
Zaparkowałam swoim czarnym samochodem przed domem. Światła praktycznie nigdzie się nie świeciły z powodu wyjazdu Sel do Londynu. Było tak bardzo ciemno, że nie mogłam trafić kluczem do zamka od drzwi, po długich próbach udało mi się je w końcu otworzyć. Po omacku szukałam światła ale zamiast na światło trafiłam na schody. „CHOLERA” wrzasnęłam na cały dom, ból w nodze przeszył mnie od góry do dołu. Kiedy wstałam, jakimś cudem natrafiłam na kretyński przełącznik. Rozebrałam się, wypiłam herbatę i poszłam pod prysznic. Podobno tam się najlepiej myśli i rzeczywiście,najlepiej się rozmyślało . Przeanalizowałam cały wieczór i tylko utwierdziłam się w tym że całując Rogersa zrobiłam głupotę bo nawet go nie kocham a on kocha mnie(być może).Była 00:00. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam powieki, liczyłam na spokojną noc.
Była godzina 3:00. Drzwi balkonowe mojego pokoju były otwarte, z nich właśnie doszedł do moich uszu głośny trzask łamanych gałęzi, tak jak by wielkie zwierze spadło z nieba. Natychmiast się podniosłam. Nawet nie zdążyłam założyć szlafroku i kapci kiedy znalazłam się na balkonie. Świeżo połamane drzewo jeszcze uginało się w środek. Zamknęłam je i szybko poleciałam na dół, zabrałam latarkę i sztylet, sztylet na którym wygrawerowane było „Wielka siła to wielka odpowiedzialność”.Weszłam cicho w głąb lasu świecąc latarką na prawo i lewo.Drżącą ręką trzymałam sztylet,czułam, że to nic dobrego nie święci. Szłam dalej i zatrzymałam się momentalnie słysząc trzask gałęzi i ciche jęki. Podeszłam bliżej i zaświeciłam latarką.
- "Agrhhh" gdzie mi świecisz po oczach nędzny . . - Cofnęłam się natychmiast i upadłam, latarka wypadła mi z ręki a mężczyzna bo chyba był mężczyzną, spojrzał na mnie szmaragdowymi oczyma. Natychmiast podniosłam się i chwyciłam latarkę, zaświeciłam po niżej oczu. Moim oczom ukazał się facet o przydługich czarnych włosach i szmaragdowych oczach. Moje oczy były tak niespokojne jak woda podczas sztormu. Z jego boku sączyła się krew a twarz była cała obdrapana. Wygiął się jak łuk z bólu oddychając szybko.
- Przepraszam pana, co . . .mniejsza gdzie pana boli - Spytałam na początku drżącym a potem zirytowanym tonem.
-Aghh bok - Warknął w bólu.
- Możesz wstać?-Szepnęłam niepewnie.
- Jestem ranny! Nie auu - Zawył.
Natychmiast schowałam sztylet. Oderwałam od swej koszuli nocnej duży kawałek tak że sięgała mi po wyżej kolan jak sukienka.Obwiązałam delikatnie bok aby zatamować krwawienie. Założyłam rękę rannego na szyję i pomogłam mu wstać. Doczłapaliśmy się do domu. Ułożyłam go na kanapie i zapaliłam świeczki żeby znów nie narzekał, że go oślepiam. Poszłam po bandaże, niech zgadnę,Selina znów robiła porządki, po jej porządkach nic nigdy nie można znaleźć! W końcu znalazłam go w szafce pod herbatą. Kiedy wróciłam nieznajomy zemdlał. Kanapa była cała we krwi a po jego ręce ściekała stróżka szkarłatnej cieczy,zabrudzając tak czyściutką wypastowaną podłogę, niech zgadnę Sel będzie wściekła. Rozebrałam czarnowłosego do połowy a jego ubrania zamoczyłam w wodze. Moim oczom ukazała się klatka piersiowa godna Kapitana Ameryki no może trochę mniejsza ale i tak podziw. Rana na całe jego szczęście nie była aż w tak złym stanie jak sądziłam, oczyściłam ją szybko i założyłam opatrunek. Jego ręka bezwładnie zwisała z kanapy, położyłam mu ją na brzuchu. Przystawiłam sobie stołek i przyjrzałam mu się dokładniej i między czasie rozpaliłam ogień w kominku. Światło ognia rzuciło poświatę na nasze twarze on był tak podobny . . . . do mnie?! Odskoczyłam na bok. Jego włosy były identycznego koloru jak moje, oczy także, nawet rysy twarzy były podobne w niewielkim stopniu. Tak jak ja odcień jego skóry przypominał ciemną ścianę. Wpatrywałam się tak w niego jakieś 10 minut i jeszcze nie mogłam się napatrzeć. Ta jego klata . . Uderzyłam się w twarz i okryłam go kocem. Ułożyłam się wygodnie na dywanie z owczego futra i tym razem zasnęłam na resztę nocy. Ogień kominka trzaskał radośnie rzucając światło na moją twarz i miło grzał moje gołe stopy i plecy.
„-Obiecaj, że nic jej nie zrobisz! - krzyknęła kobieta o czarnych włosach.
- Doskonale wiesz że Odyn oczekuje aby wasze córki kiedyś zajęły tron. Wysoki mężczyzna przejechał po główce czarnowłosego niemowlęcia, zjechał do jego ramią i drasnął boleśnie. Dziecko zaczęło głośno płakać a z jego malutkiego ramionka popłynęła stróżka krwi.
- Czyli to ona jest potężniejsza? - Kobieta trzymająca blondwłosą dziewczynkę podeszła bliżej.
- Jej los będzie jak jego ciężki i długi na Midgardzie.
- Taka jej przyszłość. Przykro mi a teraz idźcie! I znajdźcie im dogodne warunki wychowania!
Kobiety łagodnie ułożyły dziewczynki w koszyku i dały porwać go prądowi rzeki.
- Kocham cię Saga! - Czarnowłosa kobieta zapłakała i puściła kosz”
#2 „Wszystko jest warunkowe, tylko nie zawsze odgadujemy warunki”
. . . Kilka lat później . . .
*Z perspektywy Danielle*
Pierwsza dopadłam klamki od drzwi i klapnęłam na fotelu, odpalając telewizję.
-Ile razy mam ci powtarzać żebyś nie rzucała tu siatek-Westchnęła Selina i położyła je w kuchni na blacie-Zrobię coś do jedzenia.
-Dobry pomysł Sel –krzyknęłam, żeby nie było,że tylko się obijam.Nagle zadzwonił telefon była, to pani znaczy się Peper.
„Dziś wieczorem Tony organizuje kolację z Kapitanem Ameryką,chce żebyś przyszła wraz z Bianką bądź na 1800.W DOMU.”Słysząc słowo „Bianka” chciało mi się rzygać.Ta małpa też ma tam być i ja mam tam być? Wole sobie obciąć rękę niż siedzieć z nią przy jednym stole.Ale plusem było to, że pan patriota-Rogers tam będzie.Co, jak co, ale facjatę, to ma niezłą,to mu trzeba przyznać.
-Sel za dwie godziny jadę do StarkTower z kapitanem gwiazdką, grubą idiotką oraz tatuśkiem od siedmiu boleści na kolację-Przewróciłam oczami i spojrzałam chcąc nie chcąc na bezcenną minę
-Czemu kapitanem gwiazdką,chcąc nie chcąc musisz przyznać, że Rogers jest słodki-Oblała się rumieńcem i wróciła do składania bluzy.
-A ty niby skąd, to wiesz?-Spytałam z zainteresowaniem.
-Wiesz po ostatniej kolacji, kiedy spotkaliśmy się u twojego ta . . ., to znaczy opiekuna-Wie, że nienawidzę słowa tata.
-Była dwa lata temu! O czym ty myślisz!-Zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
-Ale wiesz te jego oczy, to spojrzenie te maniery on, po prostu może mieć każdą,akurat w tym przypadku mnie już ma ach- Westchnęła rozmarzona Selina,zakręciła kółko w salonie i zanuciła coś.
-Och proszę cię miłość nie istnieje, to tylko śmieszne złudzenie-Mruknęłam pochłaniając kolejne ciastko od jej matki.Tak,jej matka przysyłała nam ciastka co miesiąc.Zazwyczaj znikały po moim skoku zajęczym na miskę.
-Jeszcze, to odwołasz Danny,jeszcze, to odwołasz,no idź się wyszykować ewentualnie mogę ci pomóc no już już . . .-Powiedziała, to z zazdrością,wyczułam, to.
-Już już już schodzę ci z oczu-warknęłam i powlokłam się do góry.Nigdy aż tak wielkiego problemu nie miałam z doborem garderoby w szczególności, że po głowie chodziła mi obecność Rogersa na tej kolacji,rzeczywiście miał on swoje czarimaty i szarmanckość .Postanowiłam wybrać komplet,po długim namyśle:czarne leginsy,czarne balerinki ze złotą klamrą i śliczna zieloną tunikę z pasem czarno-złotym.Dołożyłam jeszcze parę świecidełek makijaż,perfumy,fryzurę i było spoko.Akurat ta kombinacja kolorów była moją ulubioną.
-I jak?-Spytałam robiąc kółko przed autem i oczami Seliny.
-Świetnie-powiedziała i uśmiechnęła się do mnie-Nie zapomnij wspomnień mu o mnie-Dodała i wróciła do domu.
*Z perspektywy Steve’a*
-A, więc Stark mówisz, że przygotowałeś dla tar . . .
Wszyscy na jej widok zaniemówili.Wstałem i ucałowałem ją w dłoń,spojrzałem głęboko w oczy i uśmiechnąłem się. Jej „Tata”, żeby nie wyjść głupio też wstał i ucałował ją w czoło,zaraz po, nim Peper podeszła się przywitać.Bianka jak na grzeczne dziewczę przystało też podeszła, ale ona tylko skrzywiła się i zasiadłam obok mnie oraz Peper.Nieoczekiwanie doszedł do towarzystwa Coulson,nikt się nie spodziewał takiego gościa w domu Starków.
-Coulson co ty tu robisz? Czyż nie umawialiśmy się jutro?-zadrwił Stark-Tony wstał z kieliszkiem i podał mu drugi.
-Owszem Stark, ale postanowiłem omówić, to szybciej, ponieważ śpieszy mi się bardziej niż zwykle-Agent uśmiechnął się sztucznie i wyciągnął jakieś papiery zza pazuchy.
-No cóż, skoro już tu jesteś objaśnij, co to za ważna sprawa-Zrezygnowany brunet zasiadł na krześle i podparł głowę ręką.
Iiii tak zaczęło się kilku godzinne nadawanie o interesach,myślałem, że zasnę,na takim nudnym spotkaniu ludzi jeszcze nie byłem.Kątem oka przyglądałem się mojej sąsiadce z lewej strony,Danielle.W tym komplecie ubrań wyglądała prześlicznie.Jej włosy spięte w kucyk opadały na jej plecy,blada cera i szmaragdowe oczy nie raczyły na mnie spocząć ani na chwilę.Po mimo wszystko postanowiłem się odezwać.Nigdy nie byłem dobry w rozmowie z kobietami, a tym bardziej, jeżeli mi się podobały.Prócz Peggy chyba żadnej innej nie spotkałem.Collins była taka jedyna w swoim rodzaju,tylko charakter miała trochę nie przyjemny,taki z pazurem.Postanowiłem się przełamać i zagadać.Serce zaczęło mi łomotać jak oszalałe, a dłonie trząść się.
-Smaczny ten łosoś nie?-To było głupie pytanie, a temat beznadziejny.
-Ty mówisz do mnie?-Spytała mając w buzi całą bułkę.Nie mogłem się powstrzymać od zaśmiania się na jej widok.
-Tak mówię do ciebie-Zmarszczyła brwi i natychmiast pozbyła się pieczywa.
-I z czego się tak cieszysz,eh wy tu sobie gadajcie, a ja idę się przewietrzyć.Nie mogę siedzieć z tą blond kukłą przy jednym stole-Warknęła i ruszyła w stronę balkonu.Postanowiłem, że to będzie dobra chwila, by porozmawiać sam na sam.
-Hej coś się stało?-zagadnąłem.
-Nie, a co, by się miało dziać.Czy jak człowiek idzie się przewietrzyć, to oznacza, że musi się coś dziać?-Warczała patrząc na mnie,prychnęła i odwróciła się w drugą stronę.
-Wiesz jak oparzona wybiegłaś od stołu,byłem pewny, że coś nie tak,czy to przez obecność Bianki, czy może cię peszę?-Miałem wrażenie, że po pytaniu o Biance nie przeżyję.Ale ona rzuciła mi łagodne spojrzenie.
-Nienawidzę jej nienawidziłam jej rodziców,moi rodzice nie żyją, a ja nawet nie wiem kim byli,gdzie mieszkali jak wyglądali,jestem sama-Zagryzła dolną wargę i zacisnęła piąstki.
-Nie jesteś sama masz Peper,Tony’ego,Selinę, a, właśnie jak tam Selina? Dawno jej nie widziałem-Postanowiłem jej nie drażnić widziałem jak robi się wściekła, a jednocześnie jak ją, to boli.Byłem rzeczywiście ciekawy co u panienki Wayne.
-Jakoś leci też pytała się o ciebie nie może się doczekać tym obiecanych kręgli z tobą-Westchnęła i spojrzała na światła miasta.Jej wzrok błądził po budynkach szukając czegoś,nie wiem czego.
-A właśnie na śmierć zapomniałem.Pewnie nie zdziwi cie fakt, iż jeszcze nigdy nie grałem w kręgle-Zrobiło mi się głupio, bo obiecałem dziewczyną, że pójdę z nimi na te „Kręgle”wiedząc, że urocza Panna Selina tam będzie miałem jeszcze większą ochotę tam iść.Zauważyłem, że Collins się trzęsie-Zimno ci?
-Tak trochę-Spojrzała na mnie z uśmiechem i razem wróciliśmy do środka.
Minęły jeszcze z dwie godziny, kiedy ja wymieniałem się zdaniami ze Stark’iem i Coulson’em,a Collins siedziała i pisała z kimś intensywnie.Miałem jej numer, ale nigdy nie odważyłem się napisać.Nagle jej telefon zaczął wibrować, a na ekranie pojawiło się zdjęcie Seliny.
~*~
*Z perspektywy Seliny*
Czekałam tylko jak odbierze.
-Słucham,coś się stało, że dzwonisz i od powiadając na twoje kolejne pytanie tak Rogers pójdzie z nami na kręgle-Wyciszyłam na sekundę mikrofon i pisnęłam tak głośno, jak, to było możliwe.
-Nie moja ciotka Mildret i wuj Devon jadą do Londynu na kilka dni do Mojej rodziny,szkoda, że zadzwonili tak późno, bo o 500 mają samolot i chcę się z nimi zabrać-Powiedziałam z uciechą w głosie.Miałam w końcu okazję spotkać się z mamą i tatą w domu,tak dawno nie byłam w Londynie,to miasto było moim najukochańszym.
-Jak chcesz, to jedź mi, to obojętnie poradzę sobie-Powiedziała swoim obojętnym głosem.
-Na pewno, to jest taka decyzja spontaniczna ja nie . . .
-Jedź-Sapnęła
-Dziękuję,dziękuję,dziękuję,dziękuję Dann kocham cię-Wrzeszczałam do słuchawki.
Zakończyłam rozmowę i pobiegłam na górę się spakować.Wyciągnęłam starą,zakurzoną walizkę i spakowałam chyba ponad pój szafy, a miało być, to kilka dni.Zawsze w przeciwieństwie do Danny miałam problem z doborem ubrań,”To nie,to nie , to nie”,mruczałam przerzucając:swetry,legginsy,bokserki,spodenki,koszulki,praktycznie wszystko.Miałam jeszcze z godzinę do odlotu samolotu tak, więc wezwałam taksówkę i pojechałam na lotnisko.
~*~
-Selinus skarbie jesteś-powiedziała ciocia widząc mnie targającą walizkę-Szybo, bo się spóźnimy.
-Właśnie Mildret,to twoja wina-dociął wujek puszczając mi oczko.
-Moja jak śmiesz tak do mnie mówić Devonie-Ciotka znów zaczęła się burzyć.Na szczęście podczas lotu była już spokojniejsza.Ułożyłam się wygodnie w fotelu i zastanawiałam jak ma się Danielle.Ciekawe, czy z tymi kręglami, to prawda?
*Z perspektywy Danielle*
Pierwsza dopadłam klamki od drzwi i klapnęłam na fotelu, odpalając telewizję.
-Ile razy mam ci powtarzać żebyś nie rzucała tu siatek-Westchnęła Selina i położyła je w kuchni na blacie-Zrobię coś do jedzenia.
-Dobry pomysł Sel –krzyknęłam, żeby nie było,że tylko się obijam.Nagle zadzwonił telefon była, to pani znaczy się Peper.
„Dziś wieczorem Tony organizuje kolację z Kapitanem Ameryką,chce żebyś przyszła wraz z Bianką bądź na 1800.W DOMU.”Słysząc słowo „Bianka” chciało mi się rzygać.Ta małpa też ma tam być i ja mam tam być? Wole sobie obciąć rękę niż siedzieć z nią przy jednym stole.Ale plusem było to, że pan patriota-Rogers tam będzie.Co, jak co, ale facjatę, to ma niezłą,to mu trzeba przyznać.
-Sel za dwie godziny jadę do StarkTower z kapitanem gwiazdką, grubą idiotką oraz tatuśkiem od siedmiu boleści na kolację-Przewróciłam oczami i spojrzałam chcąc nie chcąc na bezcenną minę
-Czemu kapitanem gwiazdką,chcąc nie chcąc musisz przyznać, że Rogers jest słodki-Oblała się rumieńcem i wróciła do składania bluzy.
-A ty niby skąd, to wiesz?-Spytałam z zainteresowaniem.
-Wiesz po ostatniej kolacji, kiedy spotkaliśmy się u twojego ta . . ., to znaczy opiekuna-Wie, że nienawidzę słowa tata.
-Była dwa lata temu! O czym ty myślisz!-Zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
-Ale wiesz te jego oczy, to spojrzenie te maniery on, po prostu może mieć każdą,akurat w tym przypadku mnie już ma ach- Westchnęła rozmarzona Selina,zakręciła kółko w salonie i zanuciła coś.
-Och proszę cię miłość nie istnieje, to tylko śmieszne złudzenie-Mruknęłam pochłaniając kolejne ciastko od jej matki.Tak,jej matka przysyłała nam ciastka co miesiąc.Zazwyczaj znikały po moim skoku zajęczym na miskę.
-Jeszcze, to odwołasz Danny,jeszcze, to odwołasz,no idź się wyszykować ewentualnie mogę ci pomóc no już już . . .-Powiedziała, to z zazdrością,wyczułam, to.
-Już już już schodzę ci z oczu-warknęłam i powlokłam się do góry.Nigdy aż tak wielkiego problemu nie miałam z doborem garderoby w szczególności, że po głowie chodziła mi obecność Rogersa na tej kolacji,rzeczywiście miał on swoje czarimaty i szarmanckość .Postanowiłam wybrać komplet,po długim namyśle:czarne leginsy,czarne balerinki ze złotą klamrą i śliczna zieloną tunikę z pasem czarno-złotym.Dołożyłam jeszcze parę świecidełek makijaż,perfumy,fryzurę i było spoko.Akurat ta kombinacja kolorów była moją ulubioną.
-I jak?-Spytałam robiąc kółko przed autem i oczami Seliny.
-Świetnie-powiedziała i uśmiechnęła się do mnie-Nie zapomnij wspomnień mu o mnie-Dodała i wróciła do domu.
*Z perspektywy Steve’a*
-A, więc Stark mówisz, że przygotowałeś dla tar . . .
Wszyscy na jej widok zaniemówili.Wstałem i ucałowałem ją w dłoń,spojrzałem głęboko w oczy i uśmiechnąłem się. Jej „Tata”, żeby nie wyjść głupio też wstał i ucałował ją w czoło,zaraz po, nim Peper podeszła się przywitać.Bianka jak na grzeczne dziewczę przystało też podeszła, ale ona tylko skrzywiła się i zasiadłam obok mnie oraz Peper.Nieoczekiwanie doszedł do towarzystwa Coulson,nikt się nie spodziewał takiego gościa w domu Starków.
-Coulson co ty tu robisz? Czyż nie umawialiśmy się jutro?-zadrwił Stark-Tony wstał z kieliszkiem i podał mu drugi.
-Owszem Stark, ale postanowiłem omówić, to szybciej, ponieważ śpieszy mi się bardziej niż zwykle-Agent uśmiechnął się sztucznie i wyciągnął jakieś papiery zza pazuchy.
-No cóż, skoro już tu jesteś objaśnij, co to za ważna sprawa-Zrezygnowany brunet zasiadł na krześle i podparł głowę ręką.
Iiii tak zaczęło się kilku godzinne nadawanie o interesach,myślałem, że zasnę,na takim nudnym spotkaniu ludzi jeszcze nie byłem.Kątem oka przyglądałem się mojej sąsiadce z lewej strony,Danielle.W tym komplecie ubrań wyglądała prześlicznie.Jej włosy spięte w kucyk opadały na jej plecy,blada cera i szmaragdowe oczy nie raczyły na mnie spocząć ani na chwilę.Po mimo wszystko postanowiłem się odezwać.Nigdy nie byłem dobry w rozmowie z kobietami, a tym bardziej, jeżeli mi się podobały.Prócz Peggy chyba żadnej innej nie spotkałem.Collins była taka jedyna w swoim rodzaju,tylko charakter miała trochę nie przyjemny,taki z pazurem.Postanowiłem się przełamać i zagadać.Serce zaczęło mi łomotać jak oszalałe, a dłonie trząść się.
-Smaczny ten łosoś nie?-To było głupie pytanie, a temat beznadziejny.
-Ty mówisz do mnie?-Spytała mając w buzi całą bułkę.Nie mogłem się powstrzymać od zaśmiania się na jej widok.
-Tak mówię do ciebie-Zmarszczyła brwi i natychmiast pozbyła się pieczywa.
-I z czego się tak cieszysz,eh wy tu sobie gadajcie, a ja idę się przewietrzyć.Nie mogę siedzieć z tą blond kukłą przy jednym stole-Warknęła i ruszyła w stronę balkonu.Postanowiłem, że to będzie dobra chwila, by porozmawiać sam na sam.
-Hej coś się stało?-zagadnąłem.
-Nie, a co, by się miało dziać.Czy jak człowiek idzie się przewietrzyć, to oznacza, że musi się coś dziać?-Warczała patrząc na mnie,prychnęła i odwróciła się w drugą stronę.
-Wiesz jak oparzona wybiegłaś od stołu,byłem pewny, że coś nie tak,czy to przez obecność Bianki, czy może cię peszę?-Miałem wrażenie, że po pytaniu o Biance nie przeżyję.Ale ona rzuciła mi łagodne spojrzenie.
-Nienawidzę jej nienawidziłam jej rodziców,moi rodzice nie żyją, a ja nawet nie wiem kim byli,gdzie mieszkali jak wyglądali,jestem sama-Zagryzła dolną wargę i zacisnęła piąstki.
-Nie jesteś sama masz Peper,Tony’ego,Selinę, a, właśnie jak tam Selina? Dawno jej nie widziałem-Postanowiłem jej nie drażnić widziałem jak robi się wściekła, a jednocześnie jak ją, to boli.Byłem rzeczywiście ciekawy co u panienki Wayne.
-Jakoś leci też pytała się o ciebie nie może się doczekać tym obiecanych kręgli z tobą-Westchnęła i spojrzała na światła miasta.Jej wzrok błądził po budynkach szukając czegoś,nie wiem czego.
-A właśnie na śmierć zapomniałem.Pewnie nie zdziwi cie fakt, iż jeszcze nigdy nie grałem w kręgle-Zrobiło mi się głupio, bo obiecałem dziewczyną, że pójdę z nimi na te „Kręgle”wiedząc, że urocza Panna Selina tam będzie miałem jeszcze większą ochotę tam iść.Zauważyłem, że Collins się trzęsie-Zimno ci?
-Tak trochę-Spojrzała na mnie z uśmiechem i razem wróciliśmy do środka.
Minęły jeszcze z dwie godziny, kiedy ja wymieniałem się zdaniami ze Stark’iem i Coulson’em,a Collins siedziała i pisała z kimś intensywnie.Miałem jej numer, ale nigdy nie odważyłem się napisać.Nagle jej telefon zaczął wibrować, a na ekranie pojawiło się zdjęcie Seliny.
~*~
*Z perspektywy Seliny*
Czekałam tylko jak odbierze.
-Słucham,coś się stało, że dzwonisz i od powiadając na twoje kolejne pytanie tak Rogers pójdzie z nami na kręgle-Wyciszyłam na sekundę mikrofon i pisnęłam tak głośno, jak, to było możliwe.
-Nie moja ciotka Mildret i wuj Devon jadą do Londynu na kilka dni do Mojej rodziny,szkoda, że zadzwonili tak późno, bo o 500 mają samolot i chcę się z nimi zabrać-Powiedziałam z uciechą w głosie.Miałam w końcu okazję spotkać się z mamą i tatą w domu,tak dawno nie byłam w Londynie,to miasto było moim najukochańszym.
-Jak chcesz, to jedź mi, to obojętnie poradzę sobie-Powiedziała swoim obojętnym głosem.
-Na pewno, to jest taka decyzja spontaniczna ja nie . . .
-Jedź-Sapnęła
-Dziękuję,dziękuję,dziękuję,dziękuję Dann kocham cię-Wrzeszczałam do słuchawki.
Zakończyłam rozmowę i pobiegłam na górę się spakować.Wyciągnęłam starą,zakurzoną walizkę i spakowałam chyba ponad pój szafy, a miało być, to kilka dni.Zawsze w przeciwieństwie do Danny miałam problem z doborem ubrań,”To nie,to nie , to nie”,mruczałam przerzucając:swetry,legginsy,bokserki,spodenki,koszulki,praktycznie wszystko.Miałam jeszcze z godzinę do odlotu samolotu tak, więc wezwałam taksówkę i pojechałam na lotnisko.
~*~
-Selinus skarbie jesteś-powiedziała ciocia widząc mnie targającą walizkę-Szybo, bo się spóźnimy.
-Właśnie Mildret,to twoja wina-dociął wujek puszczając mi oczko.
-Moja jak śmiesz tak do mnie mówić Devonie-Ciotka znów zaczęła się burzyć.Na szczęście podczas lotu była już spokojniejsza.Ułożyłam się wygodnie w fotelu i zastanawiałam jak ma się Danielle.Ciekawe, czy z tymi kręglami, to prawda?
#1 „Jeśli tylko czekasz na cokolwiek, to już jesteś na złej drodze”
*Z perspektywy Seliny*
Był kolejny deszczowy dzień w NY.Wyciągnęłam się leniwie i spojrzałam na zegarek była 530,najwyższy czas był wstać.Wygodna pościel nie pozwalała mi wyciągnąć nawet paluszka od nogi. „Muszę wstaaaaaaaaaać”ziewnęłam.Oparłam się o ścianę i ponownie wyciągnęłam się,biała koszula opadła do samej podłogi,czyściutkiej podłogi.Zazwyczaj to do moich obowiązków należało sprzątanie podczas gdy Danny i Stark znów nad czymś intensywnie pracowali.Co miesiąc Pan Stark i Pani Potts przeprowadzali kontrole czy dom się trzyma,porządki i tym podobne,a Collins pracując ze Starkiem udowadniała że może utrzymać Dom.Byłyśmy jak stare dobre małżeństwo prócz tego że Dann często wywoływała bójki.Miałyśmy po 17 lat więc nie było źle.Moje ciche kroki poprowadziły mnie do lustra które wisiało na ¼ ściany.Uczesałam włosy i ubrałam się w coś dogodnego,umalowałam jeszcze oczy dla lepszego efektu.Nagle dobyło się głośne hałaśliwe z hukiem otwarcie drzwi.Mogłam się domyślić kim jest ten Gość o późnym poranku.
-No myślałam że się nie obudzisz-Warknęła czarnowłosa postać o szmaragdowych oczach.
-Danny puka się!
-Tobie jakoś to się nie zdarza.
-Bo nie ma cię nigdy w domu,siedzisz u Peper-Moja obojętna mina znów skupiła się na dokończeniu kresek na oku.
-To znaczy się w domu-I naskoczyła na szafkę z moimi kosmetykami.Ręka mi zadrżała i zamiast prostej kreski pojawiła się fala liniowa.
-No wielkie dzięki Dann-Krzyknęłam i zaczęłam zmywać tsunami.
-Służę uprzejmie-Powiedziała sarkastycznym tonem i ukłoniła się. Zniknęła za drzwiami mocno nimi trzaskając.Cała Danny,taka arogancka,wredna,bez subordynacji.Westchnęłam i poprawiłam kreskę,zabrałam plecak,telefon i zeszłam na dół.W kuchni rozchodził się zapach świeżo zaparzonej czarnej kawy.
-Twoja z mlekiem i cukrem jak prosiłaś-Rzuciła Danny.Ona zawsze piła czarną,czarną jak jej serducho,często tak to sobie żartowałam.
-Tak wiem dzięki,Danielle słuchaj rozpoczynamy drugi rok liceum nie chcę żebyś znów narobiła sobie kłopotów dobrze?- Powiedziałam to z taką nadzieją i nutą żalu w głosie. W zeszłym roku o mało co nie wyrzucili jej ze szkoły za pobicia.
-A ty znowu swoje nie jesteś moją matką,nikt nią nie jest-Powiedziała z nutką ironii-Taka trochę ironia losu nie?
-Ta-Mruknęłam i powróciłam do picia kawy.
~*~
-Dziwki na dwunaaaaastej-Mruknęła melodyjnie moja towarzyszka.
-Tak wiem widzę tylko nie zrób czegoś głupiego błagam cię Danny-W duchu modliłam się żeby tamta,jeżeli jej życie było miłe nie odzywała się.Jednak jeśli myślałam że Tapeciara będzie mądrzejsza to się srogo pomyliłam.
-Cześć Selino cześć Eddy-Zaśmiała się podle.
„Nie rób nic proszę”-modliłam się w duchu.
-0 reakcji naprawdę? Mamusia wysłała cię na terapię? Zapomniałam że ty nie masz matki Hahahahaha.
Zacisnęła pięści i stanęła w miejscu.
-Cześć kochanie-powiedział Flash tuląc i całując Tapeciarę które imię brzmiało Nens.
-Nasza kochana panna Collins zapomniała języka w gębie misiu.
-Chodź idziemy stąd nie warto-szepnęłam jej do ucha.Już miałyśmy iść w stronę domu kiedy Flash wrzasnął:
-Tak uciekaj księżniczko,sierotko. Z ust pieniącej się ze złości Danny wydarło się ciche tchnienie
„Załatwione”
~*~
*Z perspektywy Danielle*
Szybkim obrotem wybiłam się i wycelowałam dokładnie prawy prosty dokładnie w nos Blondyna.Złapał się za niego i cofnął trzy kroki.Tym razem kop wylądował na jego brzuchu i między nogami,cofnął się jeszcze z cztery kroki.Wystraszona tapeta też się cofnęła a z jej ust wyrwał się zduszony okrzyk.
-A to za moja matkę szmato-Syknęłam i moja pięść znalazła się na jej policzku.
Obity Flash podniósł tapetę i szybkim truchtem ruszył w stronę ucieczki.
-Jesteś naprawdę opętana Collins,chora!-Wrzasnął i zniknęli za murami kolejnej uliczki.
Szybki i ciężki oddech Seliny uznałam za przerażenie że ktoś nas zobaczył.
-Spokojnie nikogo tu nie było,po tych ulicach nikt nie chodzi doskonale o tym wiesz.
-Wiem?! Oczywiście że wiem! Ale ty jak zwykle musisz wszystko spartolić! Po co go pobiłaś?! Mówiłaś że nienawidziłaś swoich rodziców no wiesz tych poprzednich . . . . . . . ale to nie powód żeby od razu rozwalać komuś twarz Danny!
-Nie mówię o niej mówię o tej matce . . . . no wiesz . . . . . której nie znałam ale to nie zmienia faktu że jest szmatą . . .
-Akurat tu masz rację
Uśmiechnęłam się z tryumfem w oczach,tak zazwyczaj kończyły się nasze kłótnie cicho i spokojnie bo Sel zawsze mi ulegała.
-A i właśnie-Poczułam ostre przeszycie na policzku i wściekłe spojrzenie Przyjaciółki.Zrozumiałam że dała mi w twarz.
-Za co?!-prychnęłam.
-Oj już ty wiesz-uśmiechnęła się sarkastycznie i radosnym krokiem powędrowała w stronę stacji Autobusowej.
~*~
Siedziałam tak ja bujawce ogrodowej i przymknęłam oczy.Jak miło znów było poczuć orzeźwiające powietrze lasu,z dala od zgiełku miasta.Po szkole zazwyczaj właśnie tak spędzałam czas,jakieś jabłko(mój ulubiony owoc) i ewentualnie poduszka do późniejszej drzemki.Miałam gdzieś że Selina wrzeszczała że nie posprzątałam w pokoju,nie zrobiłam zakupów,nie . . . . to wszystko było wtedy dla mnie niczym.Błoga cisza i spokój,tak to moje klimaty.
-Dann śpisz?-spytała blondynka podnosząc z nad mojej twarzy książkę.
-Odłóż ją tam skąd ją wzięłaś jeżeli ci życie miłe,tu się poobiednią drzemkę odsypia-mruknęłam a książka znów pojawiła się na mojej głowie przysłaniając słońce.
-Książki nie są do ochłody przed słońcem.Do takich celów służą okulary przeciw słoneczne i kapelusze eh . . . .Tak przy okazji widzę że wybrałaś mitologię o bogach północy hmmm???-Tej jej anegdoty potrafiły wkurzyć każdego,zawsze miała coś na temat.
-Owszem była pierwszą z brzegu-mruknęłam znów próbując przysnąć.
-Przypadek? nie sądzę-zaśmiała się i wstała.Obdarowała mnie uśmiechem i poszła w stronę salonu.
Założyłam rzeczone okulary przeciw słoneczne i ześlizgnęłam książkę z głowy „Mitologia Nordycka” hmmm.Nie byłam skora do czytania książek,jednak po pominięciu wstępu,przerzuceniu kilku stron zaczęłam czytać opisy bogów.Moją uwagę przykuł nie jaki „Loki”. „Jesteś nawet trochę podobny do mnie . . . . tyle że ciebie nie ma a ja mam życie ułożone inaczej.Z braku zajęcia poczytałam jeszcze parę stron,anegdoty i opowieści.Nawet nie zauważyłam jak zrobiło się ciemno,myślałam że to Sel przysłoniła słonce jednak zrobiły to drzewa.
-O widzę że ktoś się zaczytał hihihi- zarechotała blondi i usiadła na przy stoliku.
-Wcale nie po prostu . . . po prostu tak-odburknęłam i położyłam książkę tam gdzie stała.
-Wiesz to nawet pożyteczne,jak dla ciebie-Czy ta dziewczyna się o de mnie odwali łaskawie????
-O zamknij się-zerwałam się z fotela i nalałam Brandy,to mnie uspokajało.Nie jestem alkoholiczką tylko lubię dobre wina,nic po za tym.
Parę godzin później gdy Sel smacznie spała,ja zjechałam po barierce od schodów i porwałam książkę z powrotem.Chyba była to pierwsza taka która mnie zaintrygowała.Prawda była taka że praktycznie całą noc łapczywie pochłaniałam treść książki.Była niezwykle ciekawa jak na „Ksiażkę”.Sama nie wieżę że czytam książkę i to jeszcze o rzeczach których nie ma okay.Nie byłam fanką fikcji,wolałam akcję,wybuchy i ewentualnie samochody to były moje klimaty,nie Thor,nie Loki i nie Odyn nie moja knajpa a tu uhuhuhu same ciekawe rzeczy.Nagle przypomniało mi się że jutro wpada Peper i Tony,Olę żeby nikt nie zobaczył tej butelki bo się jeszcze skurczybyk do niej dorwie.Jęknęłam cicho i opadłam na poduszki.Księżyc świecił dziś wyjątkowo jasno a świerszcze grały serenadę.Wyszłam na bosaka na balkon i spojrzałam w niebo.Westchnęłam i szepnęłam do siebie: „Szkoda że nie istniejesz”.
#0 Prolog "Wszyscy Kłamią"
Jestem Danielle,dla przyjaciół Danny lub Dann właściwie tylko dla Seliny,jedynej osoby która wolała zapoznać się z najbardziej aspołecznym i wrednym człowiekiem na świecie ryzykując swoją reputację w szkole.Tak zgadza się moja reputacja już podczas pierwszych dni została zrównana z błotem.Tego pamiętnego dnia w drugiej gimnazjum kiedy dziewczyny z dziwką na czele zaczęły ciągnąć mnie za włosy.Skuliłam się i dziwnym trafem wszystko w Okół mnie odleciało 50 metrów dalej razem z blondynką-dziwką która rozwaliła sobie głowę.Kiedy na komisariacie próbowali powstrzymać moje ataki śmiechu już wtedy moi „rodzice” uważali że jestem niezrównoważona.Od tamtego dnia wiedziałam że:po pierwsze nie jestem do końca przeciętna po drugie że moi rodzice nie są moimi rodzicami.Cóż byłam genialną dwunastolatką jak Gregory House.Odkąd pamiętam zawsze byłam w cieniu mojej starszej siostry Bianki,idiotki o wielkich cyckach a małym mózgiem wielkości orzeszka laskowego.W wieku trzynastu lat ci moi „rodzice” mieli wypadek samochodowy,zginęli na miejscu.Ja wraz z dziwką ekhem to znaczy siostrą trafiłam pod skrzydła Peper Potts i Tony’ego Stark’a,to i tak lepsze niż siedzieć w pokoju i słuchać jak głupia blondyna krzyczy że nie dostaniesz jeść bo twoja siostra stłukła wazon.Jestem jak drzewo bez korzeni nie wiem kim jestem i skąd pochodzę,muszę pisać własne dzieje i mam nadzieje że nie sama.
sobota, 11 kwietnia 2015
Projekt "House"
Tak Wielki (ponowny) powrót Rachel! Wszyscy się zapewne cieszą ^^.
.
. Załóżmy że tego nie powiedziałam
No więc nie obijając w bawełnę.Czasu na przemyślenia miałam dość i wykminiłam coś co by się nazywało "Projekt House". Czyli jeden ogólnym blog na którym znajdziecie wszystko co mi siedzi pod kopułą od opowiadań począwszy i na obrazkach skończywszy
(jest taki wyraz?!)
Adres bloga byłby oczywiście zmieniony na "Projekt House" co oczywiście zrobi w cholerę zamieszania
Ale wiem że moi geniusze sobie poradzą :p
NA GÓRZE
Znajdziecie ankietę na której możecie zagłosować Tak lub nie.Wszystkie moje blogi zostałyby przeniesione tu,co nie oznacza że skończę z tym nie! absolutnie! znalazłam nową betę (i co z tego że młodszą od sb ale ok) "Le Rachel Analfabeta" i myślę że rozdziały będę publikować.Że tak powiem doznałam restartu mózgu i jestem gotowa (chyba) na ponownie blogowanie.
Chce też przeprosić wszystkich moich towarzyszy za nieobecność na ich blogach.Nie chciałam mieć nic do czynienia z bloggerem do puki znów nie znaczę blogować żeby nie pisać głupot w komentarzach.Czasami potrzeba czasu na restart i inne takie o . . .
Głosujcie na Projekt House! chcecie jeden wielki blog? czy jednak nie? wszystko zależy od was.Liczę na wasze głosy :) (GŁOSOWANIE TRWA DO 1 MAJA TEGO ROKU!)
Trzymacie się i cześć!
Rachel
Subskrybuj:
Posty (Atom)


